sobota, 27 czerwca 2026

Przyrodnicze Multico

Dzisiaj trochę o polskiej Oficynie Wydawniczej Multico. Powstało w 1991 roku, jest jedną ze spółek Zbigniewa Jakubasa (tego samego od Mennicy Polskiej od monet okolicznościowych), od lat wydaje książki o tematyce przyrodniczej, wstępnie dominowały poradniki niemieckich autorów, a obecnie wydają pozycje we współpracy ludzi z polskiego świata naukowego. Zdarzyło się, że wydali książki wraz z wydawnictwem PWRiL - Pielęgnowanie roślin pokojowych (część II kilka lat temu miała horrendalne ceny na rynku wtórnym). Uważam, że hasło przedsiębiorstwa Jeśli przyroda to Twoja pasja, w książkach MULTICO Oficyny Wydawniczej znajdziesz wiedzę o niej - jest trafny! Logotypy Multico i Muza SA są podobne. Inna historia - kiedyś myślałam, że oficyna Delta W-Z się przekształciła, ale to tylko przez podobieństwo szaty graficznej. Oczywiście to nieprawda.

Górny lewy róg: logotyp Multico, górny prawy róg logotyp Muza SA oraz logotyp OW Multico na środku

Moje serce skradły poradniki ogrodnicze, entomologiczne, atlasy... bogate w wiedzę o roślinach dzikich, pokojowych, uprawnych. Na Przewodniki Collinsa od jakiegoś czasu poluję, uzupełniam też Florę Polski. Intryguje mnie seria Spotkania z przyrodą, jeszcze nie miałam okazji się jej przyjrzeć. Nie spojrzałam też na książki Jaka to roślina? (tytuł mi przypomina książkę PWRiL Jaki to kwiat?), Jaki to ptak? - myślę, że powinnam się z nimi zapoznać.

Atlas Hub i innych grzybów nadrzewnych to absolutny hit! Wcześniej był wydawany w serii Poradnik leśnika, a teraz ma piękną szatę graficzną i cudowne zdjęcia. Atlas turzyc i Atlas pędów zimowych też zacne.

Starsze pozycje o roślinach, mini poradniki też są satysfakcjonujące. Te o roślinach leczniczych (Williego Schafnera i Wolfganga Hensela) również polecam.

Tak polecam i polecam, a bez konkretów. No to konkretnie - uczyłam się z nich na zaliczenia z fitopatologii, entomologii i roślin ozdobnych. Z Flory Polski korzystam jak chcę się upewnić co za gatunkowi zrobiłam zdjęcie. Mam takie hobby oznaczania roślin bez zrywania. Nie zawsze aplikacja Flora Incognita pomaga ;) Korzystałam z niej też pisząc prace dyplomowe - inżynierską i magisterską. Są rzetelne i estetyczne. Daję im 10/10!

Seria Flora Polski
Atlasy, 2 z kluczami do oznaczania
Entomologia z fitopatologią
Poradniki ogrodnika cz. 1
Poradniki ogrodnika cz. 2
Rośliny lecznicze i Rośliny Polski
Serie: Flora Świata, Świat Przyrody i Rośliny lecznicze. Podręczny przewodnik


Strona Zbigniewa Jakubasa

Księgarnia Multico

W dobie Instagrama czasem brakuje mi długich wpisów, ale nie ma na nie czasu i tak życie się toczy ;)

sobota, 27 lipca 2024

Lektura na lipiec - Radium Girls

    Dzisiaj skończyłam czytać książkę Radium Girls autorstwa Kate Moore i stwierdzam, że jest to niesamowita historia. Ceny polskiego tłumaczenia sięgają prawie zenitu (nie dziwię się), więc wypożyczyłam z biblioteki. Gdyby ciekawiła Was historia Radowych Dziewczyn i nie macie problemów z językiem angielskim, a żal ostatniego grosza z wypłaty/kieszonkowego - polecam wersję anglojęzyczną, jest zdecydowanie tańsza (odnośniki do różnych zagranicznych stron znajdziecie na oficjalnej stronie autorki. Okładka polskiej wersji prezentuje się tak:
zdjęcie własne
    Rad został odkryty przez państwa Curie u schyłku XIX wieku i bardzo szybko nadano mu cudowne właściwości - w latach 20.-30. XX w. dodawano go do żywności, tworzono pudry, kremy z cudownym pierwiastkiem, nawet używano w farbach, którymi malowano cyferblaty (cała historia jest zgrabnie umieszczona w książce). Początkowo był to czysty rad, jednak był na tyle drogi, że zastąpiono go izotopem radu, mezotorem. W książce mamy dwa stany, w których dzieje się fabuła - New Jersey (New  Orange, New Ark) i Illinois (Ottawa) oraz wiele, niezliczonych bohaterek (znanych i nieznanych), których łączyły praca, przyjaźń i dobre serca. Z początku wszystko wydaje się bezpieczne, niesamowite, magiczne, zarobki są bardzo wysokie jak na tamte czasy, jednak okazuje się w pewnym momencie, że rad jest sprytny i hasło radujmy się! już nie jest taką zabawną grą słowną...
Kosmetyki z radem Radior
"Radium and Beauty," New York Tribune 1918
    Nie chcę zdradzać szczegółów historii, bo wszystkie dziewczyny po śmierci nadal mają dużo do powiedzenia. Ciekawy był przypadek Ebena Byersa, który bardzo mocno wierzył w działanie Radithoru - cudownej wody uzdrawiającej wszelkie dolegliwości. Jak wyglądał przed i po kuracji? Tu już wystarczy wpisać w grafikę google i UWAGA... nie spożywać posiłków, bo wygląd osobnika jest po prostu niesmaczny. Przykre było dla mnie to, jak wiele lat musiało upłynąć zanim doszło do badań nad niekorzystnym wpływem radu na organizm (w tym radową szczęką <ang. radium jaw>). Radową szarlatanerię ładnie opisano na angielskiej wiki. O promieniotwórczości, zegarkach i radioaktywności poczytacie na blogu Promieniotwórczość wokół nas.
Bailey Radium Laboratories 1925
   Z filmów planuję obejrzeć dokument Radium City z 1987 r. oraz Radium Girls z 2018/2020 r. (niedostępne na Amazon Prime w Polsce). Jak planujecie zwiedzać Illinois to warto przystanąć przy pomniku radowej dziewczyny autorstwa Williama Pillera. Przedstawia kobietę (pracownicę) trzymającą w jednej ręcę tulipana, a w drugiej charakterystyczny pędzelek z wielbłądziego włosia do malowania cyferblatów.

    Cieszę się, że mogłam przejść przez tą trudną historię kobiet malujących cyferblaty, a książkę uważam za rewelacyjną!

sobota, 29 czerwca 2024

Przypadek starego pojemnika na zioła i pigulnicy

    Pewnego dnia w moje ręce dostały się: stara niekompletna pigulnica, sierp i drewniany pojemnik apteczny. Sierp podarowałam, bo mam już swoje narzędzie mocy - nożyk do zbioru ziół. Pigulnica była niekompletna, bo brakowało toczałki (takiego grzybka do 'kulania' pigułek). Na szczęście już jest skompletowana, mogę robić pigułki ;) Po konsultacji z Muzeum Farmacji UJ w Krakowie dowiedziałam się, że pigulnica jst bardzo podobna do egzemplarza przedstawionego w Technik der Pharmaceutischen Receptur Hermanna Hagera. Co do puszki to było więcej zachodu z rozszyfrowaniem co autor napisu miał na myśli i jaki surowiec był w środku.
Pigulnica początek XX w.

Pojemnik zwany puszką - XVII w.

O tym, że ten pojemnik się nazywa puszką, powiedział mi Aleksander z Pharmacopola na Konferencji Aromaterapii w Katowicach, czekałam też na informację z Muzeum. W źródłach pisanych (szukałam w książkach o historii farmacji - m.in. autorstwa Zbigniewa Beli, Iwony Arabas, Wojciecha Roeske), Zapis na puszce wygląda tak:

image.png

= HERB ÷ TUS = SELG :

Patrząc na symbol i resztę - można wywnioskować, że na pewno jest to ziele (Herba). Szukałam symbolu alchemicznego prawie wszędzie, nie spojrzałam do Pharmacopoea generalis Spielmanna (i tu dziękuję p. Jackowi, specowi od historii botaniki farmaceutycznej za pomoc w rozwikłaniu zagadki oraz p. Monice z Muzeum). Okazuje się, że ten symbol to na pewno nie jest ścieg, a najprawdopodobniej błędny zapis alchemicznego symbolu proszku (Pulvis). Z Tus-selgiem jest tak, że również zaszła pomyłka w zapisie, powinno być Herba Tus. - Silg., a jeszcze lepiej Herba Tussilaginis (ziele podbiału), tylko kto by to zmieścił?
Tak oto zagadka puszki została rozwiązana. Skąd się wziął ten sprzęt? Mianowice ze starej apteki z terenów Pomorza, co by się zgadzało, bo drewniane puszki były w użyciu głównie na terenach niemieckich. Bardzo ciekawe kolekcje mają Muzea Farmacji (o nich będzie osobny wpis). Polecam też różne strony internetowe kolekcji muzealnych, bo można znaleźć perełki (jak tutaj).

Mam nadzieję, że Was trochę zaciekawiłam, bo planuję jeszcze trochę wpisów z historii farmacji o utensyliach aptecznych.

PS.
postanowiłam nie dodawać logo do zdjęć, za dużo roboty przy tym, chyba się rozleniwiłam na starość.

piątek, 28 czerwca 2024

Rok 2024

Lata 2023 i 2024 obfitują w wydarzenia. W tym roku obroniłam tytuł inżyniera z ogrodnictwa, miałam kilka warsztatów i konferencji za sobą, życie toczy się dalej, ale z chęcią opiszę Wam skrótowo co i jak się działo...
- zmieniłam pracę z apteki całodobowej na zwykłą (bliżej miejsca zamieszkania), żeby mieć więcej czasu dla siebie (duży plus),
- dalej hoduję rośliny ozdobne w domu,
- poznałam wspaniałych ludzi,
- przekroczyłam 30-tkę i tak, memy o wewnętrznej staruszce, bólu kręgosłupa oraz bingo są prawdziwe,
- dwa lata zajęła mi obrona, a pisałam o właściwościach leczniczych i uprawie bylicy rocznej (Artemisia annua L.), skończyłam studia z wynikiem 4+. Całkiem niezły wynik, tak myślę,
- złożyłam dokumenty na studia magisterskie z zielarstwa i czekam jak na szpilkach,
- współpracuję z UR w Krakowie, również czekam z niecierpliwością czy zostaną otwarte studia podyplomowe z towaroznawstwa. Co z tym będzie? Nooo... będzie niespodzianka!
- przeczytałam ogrom książek i nadal czytam,
- nauczyłam, przełamałam się, żeby tworzyć octy, nalewki, mazidła, kosmetyki (dzięki Sarze z Chwaściorów i Madzi link do stronki), mieszanki olejków (dzięki Moni z Bottanicum popracowałam nad węchem, a dzięki Pharmacopola mogę się inspirować (możecie Aleksandrowi postawić kawę, więcej info na stronie)),
- wracam do herbaty,
- wiele, wiele innych rzeczy

Postanowiłam wrócić do pisania (również dzięki śmietance akademickiej, znajomym), chociaż w erze Facebooka kto by bloga czytał... Blogi robią się niszowe, a ja lubię niszowe rzeczy, więc...

Witam, witam
rozgośćcie się!



sobota, 5 lutego 2022

Uprawa boczniaka ostrygowatego

 Przedstawię Wam moje pierwsze podejście do hodowli boczniaka ostrygowatego.

W ramach zajęć na uczelni mogliśmy sami sporządzić mały balot na słomie i na własnym podłożu. Aktualnie czekam na przyrost owocników boczniaka ostrygowatego z kostki, jestem ciekawa czy wyrosną. Gotowe kostki można kupić przez Internet z tego co zauważyłam i są bardzo opłacalne. Boczniaki można też znaleźć w lesie - na grzybach się nie znam (może kiedyś poznam), więc próbuję w domu. Jak wygląda to 'od kuchni'?

1. Tworzenie zaszczepiaczy

Jałowa komora

W ramach zajęć na uczelni, w Centrum Uprawy Grzybów, mieliśmy za zadanie zaszczepić grzybnią podłoże: na pożywce (udało się!) agarowej, na przygotowanych wcześniej ziarniakach pszenicy - zwykle stosuje się pszenicę/sorgo/proso/ryż z dodatkiem wapna oraz na kołkach. W warunkach jałowych fragmenty grzybni wrzucamy do worków z wyjałowionym podłożem, na szalkach umieszczamy i zamykamy parafilmem. Do woreczka z kilkoma kołkami też wrzuciłam fragment grzybni. Takie worki zgrzewamy, następnie nakłuwamy jałową igłą i przyklejamy zwykłym plastrem włókninowym, gotowe. Prowadzący zajęcia sprawił zaszczepiaczom odpowiednie warunki i przerosło po tygodniu, obeszło się bez zakażeń patogenami.
Jałowa komora nr 2
Przerośnięte po tygodniu ziarniaki

















Kołki, które przechowuję w lodówce

Gotowe zestawy do uprawy






















Przerośnięte podłoże agarowe


2. Szczepienie słomy i podłoża
Wypasteryzowaną słomę odważyłam na wadze, spakowałam do worka, przesypując warstwowo zaszczepiaczem. Słoma nie powinna się za długo pasteryzować, a jej temperatura nie powinna być za wysoka (potem zobaczycie co może się stać, gdy się tego nie przestrzega). Po skompresowaniu zgrzałam rękaw i zrobiłam prowizoryczny filtr. Mieszankę podłoża sami kompoowaliśmy, takie było moje dla boczniaka i co się okazało: przyjęło się! Z ciekawostek - były próby zastosowania zmielonych kolokwiów jako podłoże - działa, ale smak grzybów podobno jest nieciekawy. Dobra, podam przepis na swoją mieszankę: 0,507 kg peletu dębowego, 0,026 wytłoków z buraka, 0,019 wytłoków z pietruszki, 270 g trocin bukowych i 200 g łuski sojowej. Dodano 1,533 gorącej wody. Takie podłoże wyjałowiono w parowniku. Następnego dnia mogliśmy już zaszczepiać podłoże. Pod komorą wsypałam trochę zaszczepiacza, zgrzałam, zrobiłam filtr i wymieszałam dość dokładnie i skompresowałam.
Sucha mieszanka

Zaszczepiona słoma



A to jest kordyceps bojowy, którego
miałam okazję spróbować i
działa tak jak powinien ;)

3. Już w domu
Boczniak ostrygowaty, żeby móc przerosnąć grzybnią powinien leżeć w miejscu zacienionym. Po przeroście kostki z podłożem tniemy górę, a przy słomie tniemy worek po skosie. Czynniki wspomniane wyżej (temp. i długość parowania słomy) mają wpływ na ryzyko dostania się drobnoustrojów do słomy i moje kostki to spotkało. Na 2 z 3 kostkek zauważyłam infekcję zielonej pleśni (Trichoderma sp.), więc te zostawiłam z daleka od innych kostek i będę obserwować czy boczniak pokona zieloną pleśń (chociaż wątpię). Podłoże autorskie z boczniakiem stoi w pudełku, odgrodziłam folią (taki wlot i wylot plastikowego pudełka, żeby stworzyć prowizoryczną cyrkulację powietrza). Kołkami będę zaszczepiać, jak dostanę pień - nawiercę kilka otworów o odpowiedniej średnicy, wbiję kołki, zabezpieczę woskiem pszczelim i będę nawilżać, żeby nie była ani za sucha, ani zbyt mokra.
Tak ładnie przerastało
Infekcja
A tutaj oczekuję owocników

piątek, 28 stycznia 2022

Lubimy Czytać? No pewnie!

Tak sobie przeglądam serwis Lubimy Czytać, pamiętam starszy wygląd strony, kiedy obecna strona była betą. Wyobraźcie sobie, że na tym serwisie udzielam się od... 11 lat! Jak to zleciało! Statystyki mówią same za siebie:

Źródło: lubimyczytac.pl

2-3 lata temu postanowiłam zmienić typ profilu z Czytelnika na Bibliotekarkę i nie jest tak źle. Istnieje jeszcze mniej populrny serwis BiblioNETka (o, też się na latach zmienił z tego co widzę), jednak przyzwyczajenie do szaty graficznej LC i większej intuicyjności strony wzięło górę.

Lubię czytać książki. Możliwe, że więcej i częściej czytam niż statystyczny Polak.

Ostatnio przeczytałam Serce Edmunda de Amicis, które mocno chwyciło mnie za serce (dokładnie tak!) - polecam, jest mało takich lektur niosących tak wiele wartości. W domenie publicznej można poczytać książkę Głowa o dalszych losach Henryka z Serca, co w odległym czasie zamierzam zrobić.
    Obecnie czytam książkę o ginekologii (w tym chorobach kobiecych) z 1964 roku i tak się przenoszę w czasy PRL. Oglądaliście  Sztukę Kochania o Michalinie Wisłockiej? No, to tak to mogło wyglądać. Na szczęście nie wieje tak propagandą jak w Dziewczęcych sprawach J. Beaupré, jednak wieje grozą jak strony książki straszą rakiem. O, nie podałam tytułu książki, już to czynię: Choroby i dolegliwości kobiece autorstwa Ewy Supronowicz.

Gdzie lądują niechciane książki?
Poruszę inną kwestię związaną z wydawaniem książek. W mieście, w którym mieszkam, jest taka "wędrowna biblioteczka", profesjonalnie się to nazywa bookcrossing (link) - uważam, że to jest niesamowita inicjatywa z możliwością podarowania niechcianym książkom drugiego życia, więc zamiast wyrzucać na makulaturę lub do pieca - można zanieść i ewentualnie wziąć jakąś perełkę. Tak to się toczy. Część ksiązek ląduje na olx, jednak po zbyt długim oczekiwaniu na kupno i tak idzie na bokcrossing.

Ja tutaj tak się rozpisuje, a sprawozdania na uczelnię i nauka do egzaminów czekają. No cóż, samo się nie napisze, więc komu w drogę...

czwartek, 27 stycznia 2022

Po latach...

 Patrzę na swojego bloga raz na jakiś czas i się zastanawiam - reanimować czy nie? W zasadzie to życie się niesamowicie toczy, jest pełne przygód i... braku czasu. Po 5-ciu latach tak obserwując swojego Kikutka, nie jest perfekcyjny, za to ma swoją oldschoolową bloggerską duszyczkę i za to go nie zamykam (dlaczego Kikutek? kto czytał Smażone zielone pomidory ten wie), czasem sę zastanawiam czy po prostu go zakopać i zostawić - niech leży. Możliwe, że przycupnę raz na jakiś wolny czas i coś naskrobię zamiast traktować część swoich zainteresowań 'z buta'.

Co się dzieje, gdy mnie nie ma i nie było?

Apteczne nowości szybko stają się przeszłością, więc myślę że o aptecznym życiu będzie mało.

- Powrót do ogrodnictwa (w 2016 r. zrezygnowałam ze studiów, po jakimś czasie poszłam na studia dietetyki, ale to nie było to i obecnie walczę z najcięższą sesją na V semestrze Ogrodnictwa).

- Praca w aptece całodobowej wymaga większego nakładu pracy i czasu niż apteka zwykła.

- Hodowla sporej dżungli. Podobno podczas pandemii zwiększyło się zainteresowanie roślinami. Poza tym - pielęgnuję tradycje rodzinne. Ostatnio nawet spróbowałam, ba, mam zadanie z uczelni, wyhodować boczniaki. Czeka mnie niezła zabawa!

- Staram się w międzyczasie czytać, grać (jak broniłam się przed konsolami tak zainwestowałam w kilka, przekonałam się do padów i handheldów) i rozwijać zielarskie, kulinarne, ogrodnicze i muzyczne pasje.

- Chadzam na koncerty dużo rzadziej, bo pandemia. Zainteresowanie bandcampem wzrosło, zaczęłam doceniać czas wolny dla siebie. Całkiem zacnie.

Na razie tyle, wrócę po sesji lub troszkę później. Trzymajcie się ciepło w dobie pandemii!

środa, 8 listopada 2017

O dyni słów kilka

Mamy listopad, a wraz z początkiem listopada zaczął się sezon na dynię. Pytanie, jakie zadałam sobie w tym roku to "Co ja zrobię z taką ilością dyni???".
Wykrajanie lampionów jest zbyt czasochłonne, poza tym 01.11 spędziłam poza domem (nie na cmentarzu, nie na imprezie) i nie mogłabym oglądać jak ładnie się świeczka wypala w strasznej, dyniowatej głowie (dla wielbicieli gier Blizzarda - jak co roku odbywa się Pumpkin contest z pięknymi wzorami).

Co zrobiłam z dynią:
- zamroziłam,
- ugotowałam kilka dań z dyni, został jeszcze kompot,
- przygotowałam nasiona do ususzenia i zjedzenia.

By Evan Swigart from Chicago, USA (Pumpkin 2)
[CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons
Jak przyrządzić dynię i jakie ma zastosowanie?

czwartek, 6 kwietnia 2017

Żyję!

Amarylis u mojej mamy
Wybaczcie, że ostatnio słabo idzie pisanie, coś mi ciągle umyka. Dużo pracuję (w domu również), pielęgnuję rośliny, staram się być dobrą kurą domową (oby mi Mount Everest nie urósł z rzeczy "do wyprasowania", a kurz nie rozpanoszył po meblach i podłodze).
Na Śląsku wiosna, na parapecie wiosna, awokado rośnie (co możecie zauważyć na google+). Postaram się coś naskrobać w drugiej połowie kwietnia lub na początku maja. Poza tym zbliża się konferencja zielarsko-farmaceutyczna w Panewnikach, konferencja zielarska w Krośnie - będzie się działo!
Dostałam się na Kurs Medycyny Klasztornej. Ma takie wzięcie, że można się zapisywać, ale... na listę rezerwowych O.o - relacje w październiku.
Zbliżają się święta Wielkiej Nocy, więc są i zamówienia na jajka i baranki - z jednej strony dobrze, z drugiej strony źle, bo akurat jest ten okres, w którym zaczyna brakować wosku pszczelego.
Jajka woskowe w produkcji
W marcu był okres przeziębień - wzmocniłam się sokiem z jeżówki, było ciężko przez kilka dni (na szczęście nie tak ciężko bym nie mogła funkcjonować - dwie saszetki preparatu na objawy grypopodobne i da się żyć!). Wspomogłam się nietypową mieszanką z: kory Lapacho, goździków, gałki muszkatołowej, imbiru, korzenia prawoślazu, cynamonu, tymianku, miodu i rumianku - nawet podziałało ;)

Zamówiłam i będę sadzić niespotykane roślinki np. papryfiutki, dziwaczka (może zaświeci w nocy fluorescencyjną barwą) i męczennicę błękitną. Mam też w planach opryskać roślinki Bioseptem i Agricollem w celu wzmocnienia - wiosna wiosną, ale szkodniki i choróbska też lubią ten okres, co nie jest przyjemne dla oka.

Pozdrawiam Czytelników!

P.S. Mam nadzieję, że wszystko ładnie rozplanuję, poukładam i znajdę czas na pisanie. I'm alive!

poniedziałek, 13 lutego 2017

Ukryte Terapie w aptece

Ostatnio w modzie (ponownie) pojawiły się Ukryte Terapie pana Zięby. Jako Technik Farmaceutyczny (pomijam nagonkę na swój zawód) co jakiś czas się stykam z pacjentami, którzy są fanami/fanatykami tegoż pana. Często takich spotkań mam dość, albo inaczej... pytań. Farmaceuci może czytali artykuł Urojone Terapie czy Leczyć każdy może na serwisie mgr.farm. Mój post będzie wzmianką na ten temat, pewnie coś się jeszcze powtórzy. Przytoczę kilka sytuacji, z jakimi się spotkałam (case studies). Wierni wyznawcy alternatywnej medycyny pewnie stwierdzą, że artykuł jest sponsorowany przez BigPharmę, a to też spróbuję wyjaśnić ;)

1. Lewoskrętna witamina C
Obecnie coraz mniej pacjentów się pyta o witaminę C lewoskrętną, z czego się cieszę, bo to było tak...
Dawno, dawno temu, a było to w roku Pańskim 1954, w Farmakopei Polskiej III (do wcześniejszych nie mam dostępu, pozwolę sobie też na małe dygresje od tematu, nie ma tutaj tak jak w Wordzie czy innym programie do edycji tekstu, komentarzy autora) została dołączona do spisu substancyj chemicznych (jak archaicznie!) po łacinie magicznie brzmiąca acidum ascorbinicum. Poniżej przedstawię przemiany w czasie:

środa, 14 grudnia 2016

Świece z wosku pszczelego - nowe hobby

Jak obserwujecie Google+ to możliwe, że natknęliście się na zdjęcia z dziwnymi formami i świecami z wosku pszczelego. Kiedyś pisałam o wosku pszczelim, przedstawiłam świece DIY z węzy pszczelej (link do artykułów), teraz nastał czas na coś... innego!
Postanowiłam zainwestować w foremki pszczele, wosk, knoty i kilka świec na święta (nie te ze zdjęć).

wtorek, 18 października 2016

O tym co biorę rano i wieczorem

Co się ostatnio działo? Mam dwa szkolenia farmaceutyczne za sobą (o tak, nawet nie będąc farmaceutą się szkolę - nie dla punktów twardych i miękkich, nie dla próbek, nie dla dobrego jedzenia, trochę dla długopisów <tego zawsze brakuje>, ale głównie dla wiedzy). Najczęściej idę na te bezpłatne, ale myślę, że te płatne wyglądają podobnie, a może nawet lepiej (byłam na konferencji zielarskiej w Krośnie - mniej tłumów). Jak wyglądają takie szkolenia za punkty? Rejestracja, podpisik tu i tam, materiały szkoleniowe, stoiska z produktami (i długopisami!) i... sala wykładowa. Osobne pomieszczenie, gdzie są ciastka/kanapki i woda/kawa/herbata. Wykłady najcenniejsze (oprócz sponsorowanych). Piszemy test na zakończenie i certyfikaty wysyłane pocztą lub otrzymane na miejscu. Brzmi fajnie, gorzej jak wiesz, że jesteś otoczony farmaceutami, niektórzy nawet sarkają na techników, że się nie szkolą, bo nie muszą. O Ironio!
Pozytywne jest to, że próbuję się dowartościować tekstem "Certyfikat dla mgr farm. Emilii ...". Do tytułu magistra dużo mi brakuje, tym bardziej do mgr farm.

Wracając do tytułu. Co biorę rano i wieczorem?
Pracując tam gdzie pracuję, mam styczność z licznymi preparatami, często się w coś zaopatruję - najczęściej jakąś przeciwbólówkę i rozkurczające oraz coś na co dzień. Nie sugeruję się firmą z reklam na A. Nie kręcą mnie chwyty: o doskonałej bioretencji czy zawiera kofaktor (a to już inna firma). Patrzę czy preparat jest lekiem czy suplementem. Suplement to jedzenie, więc na co dzień się nada, jak nie mam dostatecznej podaży w jedzeniu. Może wypiszę w punktach czym się sugeruję (na pewno nie reklamą)...
1. Czy cierpię przewlekle na jakieś schorzenie? Czy potrzebuję tego preparatu w diecie?
2. Czy mogę ten preparat stosować jak biorę inne leki?
3. Czy nie przedawkuję?
4. Status: Lek, suplement diety, dietetyczny środek spożywczy przeznaczenia medycznego?
5. Firma: Jak chodzi o suplement to nie tknę takiego o nieznanym pochodzeniu.
6. Standaryzacja: im bardziej standaryzowany, tym lepszy.

wtorek, 11 października 2016

Świąteczna maść imbirowo-pomarańczowa z chlorkiem magnezu [DIY]

Sygnatura wypisana głównie po polsku,
słabo po łacinie, ale na prezent
można świadomie popełnić gafę ;)

Święta powoli się zbliżają małymi krokami, można pomyśleć o jakimś małym prezencie, ręcznie robionym, dla bliskich. Dwa lata temu postanowiłam, że się trochę pobawię w ręcznie robione kosmetyki. Napadł mnie pomysł, zrobiłam i... tadaaam - obok pyłu do kąpieli (przepis) zrobiłam maść z chlorkiem magnezu. Zainspirowałam się oliwą magnezową (u Herbiness), ale nadal nie wiem w jakim stopniu wchłania się przez skórę. Zrobiłam zatem optymalne 42% w 250 g, co da nam jeszcze mniejsze stężenie magnezu, ale nie tak małe by nic nie dało. Podobno maść w porządku (zrobię też sobie na próbę). Słabo grzeje, ale ładnie natłuszcza i pachnie. Ktoś kiedyś powiedział, że nie opłaca się 100 g robić w moździerzu, lepiej spieniaczem do mleka. Lubię swój moździerz, swoją parownicę i przy nich jak na razie zostanę.

Co jest potrzebne?
- waga
- moździerz
- parownica
- zlewka, łopatka do podłóż, łyżeczka do proszków
- przegotowana woda/woda oczyszczona 46,4 g
- olejek eteryczny imbirowy i pomarańczowy (swoje kupiłam w Mydlarni u Franciszka)
- wosk pszczeli 10 g
- chlorek magnezu (z ChemLabu, albo jakiś inny sprawdzony) 33,6 g
- lanolina 80 g
- olej kokosowy 80 g
Sprzęt
Jak wykonać?
Odważyć półstałe produkty w parownicy na wadze (1). Olej kokosowy, lanolinę, wosk żółty nadtopić w parownicy (2), przelać do moździerza, poczekać aż trochę przestygnie. Na wadze w zlewce odważyć 46,4 g wody, odważyć na pergaminowym papierze lub czystej kartce 33,6 g chlorku magnezu. Rozpuścić w wodzie. Przelać nadtopione podłoże do moździerza. Jak już przestygnie dodawać stopniowo roztwór, ciągle mieszając. Maść jest gotowa jak usłyszycie charakterystyczne mlaśnięcie podczas 'ukręcania'. dodać po 5 kropli olejków, ucierać do 'mlaśnięcia'. Przełożyć do pudełka.


Wosk pszczeli żółty, kosmetyczny
1
2



Konsystencja
Gotowe!














W tym roku może zrobię coś innego?

wtorek, 4 października 2016

Gdzie byłam? România!

Bună seara!
 Od kilku miesięcy przymierzałam się do jakiejś wycieczki, najlepiej po Europie, dobrze by było wpleść element dreszczyku (może wampiry, strzygi, bogowie!?) i oczywiście przemiłej atmosfery! Było wiele ofert: Włochy, Grecja, Czechy oraz zamki i... Rumunia z wampirami w tle. Moje wnętrze szeptało mi Rumunia, Rumunia, Rumunia, Rumunia, wybierz Rumunię... Więc za głosem wnętrza zaczęłam wiercić swemu mężczyźnie dziurę w brzuchu RUMUNIA, RUMUNIA, RUMUNIA. Po ostygnięciu atmosfery, prawie zapadła decyzja o rezygnacji z planów, ponieważ jest to kraj sąsiadujący z państwami, w których są zamachy, tam jest pełno Cyganów. Ego po jakimś czasie się obudziło, chodziłam rozgoryczona i zmarnowana. Poczytałam sobie trochę w Internecie o Rumunii. Druga strona przeszukała reddit. Doszliśmy w końcu do wniosku - JEDZIEMY! W czasie "redditowania" rumuńskiej kultury, przeczytałam Draculę Brama Stokera oraz Drakula, Wampir, tyran czy bohater Ilony Czamańskiej (książki na wrzesień).
Źródło: Wikipedia

poniedziałek, 12 września 2016

Książki na wrzesień

Takie prawdziwe... ;)
Jak co miesiąc kupuję kilka książek oraz wypożyczam dwie z biblioteki lub czytam to co mam. W tym miesiącu moją półkę zapełnią (trochę to źle napisane, bo już nie mam miejsca na książki - trzeba zorganizować inne półki na książki) tematyki: kosmetyki ręcznie robione, 1 historyczna, smaczne roślinki z ogródka, którego nie mam, ale chciałabym mieć (albo chociaż wiedzieć jak samemu wyhodować w razie czego). Zakupów dokonałam w sklepie Czary Mary, Dedalus i niePrzeczytane oraz na OLX i Allegro. Z biblioteki głównie wypożyczam szarady kryminalne i horrory (w tym miesiącu przeczytałam tom I Nekroskop Briana Lumleya i mnie wessało). Nie będę za dużo spamować, pozostawię Wam linki do książek oraz skromne zdanie. Jakie są moje książki na wrzesień?


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Svati ayurveda zestaw do twarzy

Kosmetyki

Następnym zestawem, którego zaczęłam używać to seria kosmetyków Swati ayurveda. Jak sama nazwa wskazuje, są to produkty ajurwedyjskie, o bogatym składzie ziołowym. Na zdjęciu obok są przedstawione: 
Hologram
- 3 ziołowe kremy: pod oczy, przeciwzmarszczkowy i przeciwstarzeniowy.

O Swati ajurweda wiemy niewiele (oprócz tego, że mają świetną hennę do włosów) - strona internetowa producenta podaje bardzo mało informacji na temat firmy i pozyskiwania surowców. Co można wywnioskować po informacjach z opakowań? Produkty nie zawierają parabenów, są naturalne (aczkolwiek bez certyfikatu), nie były testowane na zwierzętach, GMP - Dobra Praktyka Wytwarzania (myślę, że przez spełnienie tego standardu mogę zaufać firmie, że nie kładę byle czego na twarz). Oryginalne produkty Swati zawierają hologram z logo. Wyprodukowano w Indiach. Dystrybucja w Polsce przez Bombay Bazaar.

Jak się sprawują przy cerze mieszanej?

czwartek, 18 sierpnia 2016

Baikaderm na problemy skórne. Czy mam ŁZS?

Ostatnio zaczęły tworzyć mi się stany zapalne (takie jak na skórze głowy) w okolicach twarzy, brwi, skrzydełka nosa, skronie standardowo.  Kremami z clotrimazolem ani hydrokortyzonem nie chciałam smarować, bo co za dużo to niezdrowo (zwłaszcza z hydrokortyzonem). Byłam dzisiaj u lekarza to zaproponowano mi wstępnie Hascofungin, który jest stosowany w leczeniu dermatoz, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, na różne problemy z łuszczącą się skórą. Dzisiaj nie o Hascofunginie (przyznam się, że go nie kupiłam, nie dziś, innym razem ;) ) a o Baikadermie. Na pewno słyszeliście o Baikadencie stosowanym w stanach zapalnych jamy ustnej i chorób przyzębia.
Wracając do zmian skórnych... wyglądają one mniej więcej tak, jak mam bardzo stresujące dni lub się nie wysypiam to wtedy są mocniej zaczerwienione, swędzące, pękające i łuszczące się:

środa, 10 sierpnia 2016

Dzień jak co dzień w aptece

Raz koleżanka z pracy się mnie spytała "Czemu nie wrzucisz na bloga takiego luźnego artykułu jak np. dzień pracy w aptece?" i oto... piszę! Ostatnio słyszałam od dwóch pacjentów (tak, do apteki przychodzą pacjenci, nie klienci - kwestia sporna w obecnych czasach - wszystko zależy od sytuacji) jak da się w tych wszystkich lekach połapać? Jak potrafimy odczytać te lekarskie bazgroły? W większości poradni ogólnych są recepty drukowane i czasami też się zdarzy "błąd" jak np. Zinnat 250 10 tabl. dawkowanie: 2x10 ml.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Jak oznaczyć roślinę? Poznaj kwiatka.

Pamiętacie post o Nauce o ziołach, fitoterapii? Wspominałam tam o pierwszym kroku - rozpoznawaniu roślin. Dzisiaj postaram się przybliżyć oznaczanie z kluczem.

Czym jest klucz?
Jest to zbiór twierdzeń w przewodniku ułatwiający rozpoznanie roślin po budowie morfologicznej, czyli wyglądzie: łodygi, liści, okwiatu, słupkowia, pręcikowia, korzenia, owoców.

Najpopularniejsze przewodniki
And the winner is...! Od niedawna obowiązuje nowa systematyka, opierająca się na kladach, drzewie filogenetycznym, ogólnie genetycznym pokrewieństwie między danymi osobnikami. Nie znam się na tej nowej systematyce, najbardziej podchodzi mi podział z 2010 roku (link do pliku systematyki z 2010 roku) oparty na podobieństwie w budowie poszczególnych gatunków.

piątek, 10 czerwca 2016

Nasiono żywe czy martwe?

Niedawno na zajęciach ze szkółkarstwa sadowniczego dowiedzieliśmy się w jaki sposób można zbadać żywotność nasion. Wpływa ona na ocenę wartości użytkowej nasion (pozytywnie!) - im więcej żywych nasion, tym lepiej. Żywotność badamy:
a) orientacyjnie za pomocą zmysłu wzroku,
b) próbując pobudzić kiełkowanie,
c) biochemicznie (barwnikami wskaźnikowymi takimi jak:
  - 0,15% roztwór tetrazoliny - tkanki żywe zabarwiają się na różowo-czerwony,
  - 1:2000 roztwór indygokarmin, który wybarwia martwe tkanki na kolor niebieski, granatowy)
d) wykonując obraz rentgenowski/rezonansu magnetycznego
Żywe tkanki wybarwiają się na czerwono po namoczeniu w roztworze tetrazoliny.
Bezbarwny chlorek tetrazoliowy redukuje się do czerwonego formazanu. Źródło